Z każdym metrem w górę odsłaniały się kolejne szczyty.
Śniegu jak na zimę przystało mnóstwo, choć temperatura bliżej południa zrobiła się prawie wiosenna i śnieg zrobił się zapadający. W pewnym momencie chcieliśmy sobie zrobić przerwę, zobaczyliśmy zwalone drzewo kilkanaście metrów od szlaku. Dotarcie do niego okupiliśmy kilkukrotnym zapadnięciem się po pas. Grzało, grzało i....
i raziło.
Byliśmy już latem (nasze pierwsze wyjście w Tatrach) na Gęsiej. Teraz jednak szliśmy w śniegu i z drugiej strony co dało zupełnie inne wrażenia niż podczas tamtego wyjścia.
Cała trasa łatwa, choć jak wiadomo w górach i to jeszcze w zimie zawsze trzeba być ostrożnym.
A tu widoczna Babia Góra.
Podziwianie Tatr z Gęsiej.
Z każdej strony piękne widoki.
Temperatura przyjemna, więc można było nacieszyć oczy do woli.
Wszystko co piękne kiedyś się kończy.
W końcu nadszedł moment powrotu i pełni pozytywnych wrażeń ruszyliśmy w dół.